poniedziałek, 1 października 2012

NIEWIDOMY ROBIN CZEKA NA RATUNEK

Robin trąca chrapami kraty w oknie. Za tym oknem jest świat, którego nie widział już pół roku. Wiatr delikatnie smaga jego grzywę przez wybitą szybę, Robin zamyka oczy i marzy. Marzy o drugiej szansie, o zielonych pastwiskach i soczystej trawie, o piasku rozchodzącym się pod kopytami. Marzy o tym wszystkim, co mu odebrano.

Bo nie byłoby Robina tutaj, gdyby widział. U poprzednich właścicieli widział świat po raz ostatni. Stracił całkowicie wzrok w jednym oku, na drugie ledwo widzi. I z dnia na dzień przestań być ukochanym Robinem.

Gdzieś wraz z jego wzrokiem uciekła cała miłość i przywiązanie właścicieli.

Mały Robin myślał, że są mu dane bezwarunkowo, a one zniknęły, kiedy podjechała handlarska ciężarówka. Nawet nikt nie poklepał, kiedy noga Robina uderzyła pierwszy raz o trap. W chwili wahania poczuł smagniecie bata, i wiedział już, że jego życie nigdy nie będzie takie samo.

I nagle już był sam, zupełnie sam.

Nie znał boksu, ani drogi na pastwisko.

Bo świat eliminuje to, co zbędne. A Robin przestał być potrzebny, i stał się tylko kawałkiem mięsa. Żywym, ale nie posądza się go o uczucia, ani cierpienie. Przecież Robin to tylko zwierzę.

Po omacku Robin dociera do drzwi, wtula chrapy w nasze ręce, i schyla głowę. Głaszczemy go po zmierzwionej grzywie. Cicho rży. Jakby pragnął wyszeptać błaganie o życie. Patrzymy w jego nieme, bezkresne oczy i wiemy, ze na tym świecie nie ma nikogo kto by usłyszał jego modlitwy. Modlitwy, aby umieranie jeszcze zaczekało.

Dajemy zadatek i zabieramy Robina. Mamy czas do 20 października aby spłacić jego życie, aby Robin unikął śmierci w rzeźni. Potrzeba 2300 zł.

Więcej info na stronie fundacji
http://www.centaurus.org.pl/pozostale/robin/






Brak komentarzy: